Podążaliśmy za moim kolegą, Bichitrą, kiedy okrążał zgodnie ze wskazówkami zegara mały okrągły pomnik - tak zwaną stupę. Bichitra powiedział nam wcześniej, że rozmiar i lokalizacja stupy nie ma znaczenia, może być ona też wbudowana w ziemię, ale zawsze powinno się ją obchodzić dookoła w prawą stronę, jeśli chce się utrzymać dobrą karmę.
Bichitra jest Hindusem, ale nie jest to jedyna religia w Nepalu. Buddyści, Chrześcijanie i Muzułmanie - oni wszyscy dzielą się tym krajem. W Kathmandu jest wiele świątyń, i za każdym razem gdy odwiedzaliśmy którąś z nich, pytałam Bichitrę, czy jest ona Hinduska czy Buddyjska. Jego odpowiedź zwykle była taka sama: obydwie religie "żyją" w harmonii, a święte miejsce było stworzone dla nich obydwu.
Religia gra bardzo ważną rolę w codziennym życiu Nepalczyków. Na pomniki wzniesione na cześć wielu różnych bogów i bogiń można natknąć się na każdej ulicy. Kiedy podróżowaliśmy przez Nepal i nie mogliśmy dostrzec nic innego niż pola ryżowe, w końcu gdzieś po środku niczego, musiała stać mała stupa, wyróżniająca się na tle zieleni.
Jedność nepalskiego narodu nie jest zauważalna tylko w harmonii panującej między różnymi religiami. Bichitra opowiadał nam też o różnorodności etnicznej - w samej dolinie Kathmandu, można znaleźć ponad sto różnych grup etnicznych. Kilka razy zapytałam się go jak po Nepalsku brzmiałoby jakieś słowo, ale on zamiast udzielić mi natychmiastowej odpowiedzi, najpierw pytał się, czy chcę znać wersję w języku Nepalskim czy Newarskim.
Newarzy są uważani za pierwszą cywilizację, która osiedliła się w Dolinie Kathmandu. Dzisiaj jest ich ponad milion. Bichitra jest jednym z nich i w życiu codziennym posługuje się dwoma językami, Nepalskim i Newarskim. Kiedy rozmawia ze swoim bratem, używa Newarskiego, ale konwersacje ze swoją żoną prowadzi w języku Nepalskim. Jego dwuletni synek, Prachit, który dopiero uczy się mówić, używa obydwu języków na zmianę.
Nepal jest kolebką setek języków i grup etnicznych, które różnią się w zależności od regionu. Rzeczą, która łączy wszystkie odrębne grupy jest poczucie lokalnej wspólnoty. Chociaż nepalski naród jest tak zróżnicowany, różnice etniczne i religijne nie są zbyt ważne biorąc pod uwagę bycie częścią lokalnej społeczności. Kiedy spacerowaliśmy przez wieś Bichitry, wskazał on na zadaszoną werandę, która wyglądała jak balkon umieszczony na parterze. Było to miejsce dla starszych mieszkańców wioski, przeznaczone do gromadzenia się i spędzania razem czasu. W miarę odkrywania coraz to nowych zakątków Kathmandu, zauważyliśmy, że jego mieszkańcy nie tylko lubią razem spędzać czas, ale także razem modlą się.
Moim ulubionym miejscem w Patanie, gdzie się zatrzymaliśmy, była światynia o nazwie Bangla Mukhi. Kobiety w czerwonych sari, mężczyźni zgromadzeni dookoła ognia, dzieci biegające w kółko i dźwięk dzwonków towarzyszący śpiewaniu modlących się - wszystko to działo się wokół mniejszych i większych pomników, które okrążaliśmy zgodnie ze wskazówkami zegara.
Okrągłe miski pogrążone w ogniu, które stały na ziemi, szczególnie przykuły moją uwagę. Bichtra powiedział, żebym złapała leżący obok nich kij i wsadziła go w ogień - to przyniesie mi dobrą karmę. Wreszcie dowiedziałam się, że 'palące się miski' nazywane są Lakhbatti (lakh znaczy 100 tysięcy, a batti znaczy światło). Ludzie zapalają je w intencji spełnienia swoich życzeń osobistych oraz dobrobytu dla swoich rodzin. Niedaleko, zauważyłam kolejne 'ognisko'. To z kolei było większe, a wokół niego gromadzili się ludzie. Nazywało się yagya (dom) i było zapalone, aby duchowo oczyścić pobliski obszar, odstraszyć wszelkie złe dusze, a także w intencji światowego pokoju.
Poza Świątynią Bangla Mukhi, w codziennym życiu Nepalczyków jest wielle innych znaków wszechobecnej tradycji i historii. Kiedy Bichitra opowiedział mi jedną z powszechnie znanych opowieści, po plecach przeszły mi ciarki!
Na głownym placu w Patanie, stoi teraz już pusta kolumna, na której przed trzęsieniem ziemi stał pomnik króla o imieniu Yoga Narendra Malla. Władca ten umarł około XVI lub XVII wieku, ale zanim to się stało, nakazał on swoim podwładnym wybudować swój pomnik. Wtedy też powiedział: "Nie uważajcie mnie za umarłego dopóki ptak nie odleci z mojego pomnika, i dopóki słoń nie odejdzie, aby napić się wody". Przez wieki mieszkańcy Patanu oddawali cześć zmarłemu królowi i uważali jego słowa za trywialne - niby jak kamienny ptak miałby ruszyć się z czubka pomnika, i niby jak ogromny posąg słonia miałby podejść do pobliskiego wodopoju?
Wtedy, w 2015 roku, podczas trzęsienia ziemi, które przeszło przez Kathmandu, pomnik króla zawalił się, razem z kamiennym ptakiem na jego czubku...a głowa ogromnego słonia oddzieliła się od reszty posągu i potoczyła się do pobliskiego zbiornika wody! Od tego czasu, ludzie przestali czcić króla - jego słowa 'spełniły się' i teraz może spoczywać w pokoju.
Kolejnym ważnym miejscem w Dolinie Kathmandu, które może być uważane za centrum etnicznej i religijnej różnorodności, jest Stupa Swayambhunath. Miejsce to jest odwiedzane i czczone nie tylko przez Buddystów, Hindusi także podziwiają je i traktują z szacunkiem. Legenda głosi, że Dolina Kathmandu była niegdyś jeziorem, a na jego środku rósł piękny kwiat lotosu. Kwiat znajdował się u podnóża małego wzniesienia. Około V wieku, Manjushri, który był bodhisattvą (po krótce można wytłumaczyć to jako uosobienie Buddy), zadecydował, że miejsce to wygląda na godne pielgrzymki. Dlatego też osuszył on całą dolinę z wody, tak aby ludzie mogli dotrzeć do wzgórza, a na jego szczycie wybudował on świątynię, która jest odwiedzana do dnia dzisiejszego.
Zaraz za Stupą Swayambhunath znajduje się Next Generation Nepal Children's Home (Dom Dziecka NGN). Ale zaraz...co to ma do różnorodności etnicznej i religijnej w Dolinie Kathmandu?
Według NGN, w Nepalu jest około 16 tysięcy dzieci, które żyje w 'sierocińcach', a 80% tych 'sierocińców' jest umiejscowionych w tych najbardziej turystycznych regionach kraju. Najwięcej jest ich w Kathmandu. Jednakże, tylko jedna trzecia sierot nie ma rodziców! Reszta dzieci jest ofiarami handlu ludźmi.
Podczas 10 lat wojny, w której pogrążony był Nepal, i która zakończyła się w 2006, wiele rodzin z obszarów wiejskich zostało dotkniętych biedą i głodem. Ze względu na ciężkie warunki życia, rodzice decydowali się na wysyłanie swoich dzieci do Kathmandu, w nadziei na lepsze życie i dostęp do edukacji. Handlarze wyczuli okazję na dobry biznes i zaczęli oferować swoje usługi rodzinom, które wydawały swoje wszystkie oszczędności, aby ich dzieci mogły uczyć się i mieć lepsze życie w stolicy kraju. Niestety, większość dzieci trafiała do przeludnionych sierocińców, gdzie pieniądze nie były wydawane na ich utrzymanie i edukację, ale trafiały prosto do kieszeni przemytników. Często fałszowano też akty zgonów rodziców dzieci, aby wszystko było legalne, więc młodsze dzieci, które nie wiele pamiętały, wierzyły, że są sierotami.
Turyści odwiedzający Nepal, aby przeżyć 'przygodę zmieniającą ich życie' czuli się świetnie pomagając 'sierotom' i ofiarując pieniądze 'na szczytny cel' - biznes rozkwitał a w przeludnionych i zaniedbanych sierocińcach przybywało dzieci.
Cały ten proces sprawił, że do Kathmandu przybyło wiele dzieci pochodzących z różnych grup etnicznych z odległych części kraju. Niestety w tym wypadku różnorodność etniczna i religijna została wymuszona jako efekt działania handlarzy ludźmi na własną korzyść. Chociaż w skali całej ludności Kathmandu, liczba przemyconych dzieci mogła nie mieć znaczącego wpływu na etniczne lub religijne ukształtowanie społeczeństwa, jest to coś co miało, i nadal ma miejsce.
Na szczęście, NGN odnalazło rodziny 560 rodzin 'sierot' i nawiązało z nimi kontakt. Organizacja ta ciężko pracuje też nad edukowaniem ludzi o tzw. voluntourism (volunteering - wolontariat, tourism - turystyka) i o wpływie jaki wolontariusze mają na wspieranie 'zaklętego koła' handlu ludźmi oraz 'sierot' , które tak naprawdę mają rodziców.
Chociaż Kathmandu ma swoje problemy, tak jak każde duże miasto, nie wydaje mi się, że istnieje inne miejsce na świecie, którego różnorodni mieszkańcy żyliby ze sobą w takiej harmonii. Jego przytulna atmosfera wydaje mi się jedyną w swoim rodzaju, a ślady legend i historii są wyraźnie pozostawione na ulicach. Jeśli tylko uda się nam, podróżnikom i turystom, podziwiać, ale niczego nie dotykać, Dolina Kathmandu zostanie tak wspaniała jak jest teraz, przez kolejne wieki.